Duch przekory – skąd się bierze?

duch przekory morze dianapozytywnie

Ach, ten duch przekory…

Duch przekory – pojawia się nie wiadomo jak i kiedy.

Ja na przykład lubię pisać. Zawsze lubiłam. Dlaczego więc tak trudno jest mi usiąść przy biurku i zacząć?

Pewnie dlatego, że chyba od zawsze towarzyszy mi duch przekory. Nawet jeśli lubię coś robić, przeciągam wykonanie zadania do ostatniej chwili, a czasami – w nieskończoność. Jeszcze w szkole i na studiach wszystkie prace pisałam na ostatnią chwilę, podobnie z nauką do egzaminów.

Czy to już nawyk?

Podejrzewam, że ponieważ zawsze udawało mi się zdążyć na czas – zwlekanie weszło mi w krew. Trochę przerażające… Bo skoro tak długo „pielęgnuję” w sobie ten nawyk, to może być naprawdę trudno się go pozbyć.

Jednak jak się tak zastanowię, to jednak jest postęp w porównaniu z sytuacją sprzed około 2 lat, gdy dokumenty i wiele innych spraw piętrzyło się nie tylko na moim biurku. Królował wtedy chaos – po prostu nie ogarniałam rzeczywistości.

Nadal zbyt często chodzę z głową w chmurach, ale mam świadomość, że tak wiele rzeczy w dorosłym życiu wymaga dotrzymania terminu: pismo do urzędu, opłaty, spotkania, praca… Nie mogę sobie przecież pozwolić na ciągłe odwlekanie, więc stosuję różne metody, by temu zapobiec.

Planowanie pomaga

Przede wszystkim zapisuję wszystko, co jest do zrobienia. Tworzę plany dnia, tygodnia, miesiąca. Sprawdzam, czy są one realistyczne, a jeśli nie – koryguję je.

Zaznaczam też wszystko co udało mi się wykonać, by widzieć, jak wiele danego dnia osiągnęłam. Nie wyrzucam już sobie, że może nie wszystko się udało.

Dzięki tym zabiegom jest coraz lepiej i mój nawyk zwlekania jest choć częściowo pod kontrolą. A duch przekory? Mam nadzieję, że wkrótce zniknie, jak większość „duchów” 🙂

Diana

Obserwuj mnie i polub na facebookuinstagramie, twitterze.

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *